MOJE! Część 4

Ciało Sasuke było słabe, nawet bardzo słabe. W sumie nie ma się co dziwić, cztery lata w śpiączce zrobiły swoje. Rehabilitacja po tak długim czasie była ciężka i wyczerpująca. Naruto, jak tylko mógł starał się pomagać, jednak i tak wszystko zależało od woli walki samego pacjenta. Jednak Sas nie należał do ludzi, którzy łatwo się poddają. W końcu był Uchiha, do cholery!
Choć gdy patrzył na wielkie cienie pod błękitnymi oczami przyjaciela, myślał ile przegapił. Widział jak bardzo się zmienił. To już nie jest ten sam Naruto jakiego znał. Wydawał się taki obcy. Tęsknił za jego głośnym śmiechem, przekomarzaniami, gadulstwem. A teraz, za każdym razem jak ich wzrok się krzyżował, Naruto wyglądał na speszonego. Rumienił się i odwracał wzrok, albo drapał po karku śmiejąc nerwowo, ale mimo to był przy nim. Tak jak zawsze, od momentu jego szóstych urodzin. Tylko jak ma to teraz interpretować? Czy jest tu z poczucia obowiązku? Czy dlatego, że chce tu być? 
Naruto stał nieco z boku, kiedy Sasuke modlił się przy grobie rodziców. Obserwował uważnie każdy jego ruch. Od dnia kiedy otworzył oczy minęło pół roku, a szpital opuścił dosłownie parę dni temu a Naruto jak zawsze go nie odstępował. Pomagał jak umiał, albo po prostu siedział przy nim w ciszy.
Kiedy Sasuke zapadał w sen, Naruto bał się czy tym razem się obudzi po kilku godzinach. Chciał nawet wziąć na studiach urlop dziekański, aby być z nim cały czas, jednak jak Sasuke się o tym dowiedział, zagroził mu, że jeśli to uczyni to się do niego nigdy więcej nie odezwie. Nie miał więc wyjścia. Musiał chodzić na wykłady i praktyki, jednak nie bardzo mógł się na tym skupić, myślami wciąż błądząc koło przyjaciela.  
- Naruto, nadal nie odpowiedziałeś na moje pytanie - zagadnął Sasuke kiedy wracali.
Szli powoli, Sasuke podtrzymywał się laską, aby utrzymać równowagę. W wyniku wypadku miał zgruchotaną miednicę. Kości się zrosły, ale z powodu braku odpowiedniej rehabilitacji, utykał na lewą nogę. Lekarze dają mu dwadzieścia procent szans na odzyskanie pełni sprawności. Cóż,  dwadzieścia procent to zawsze lepiej niż nic. Może już nigdy więcej nie zagra w koszykówkę, ale przynajmniej chodzi. 
- Co? - spojrzał na niego spłoszony Naruto - O czym ty mówisz?
- Jednak nadal jesteś młotkiem - Sasuke uśmiechnął się i pokręcił głową.
- Nie nazywaj mnie tak, draniu - warknął Naruto nadymając policzki.
Tak naprawdę doskonale wiedział o co mu chodzi, po prostu nie chciał odpowiadać na to pytanie. Bo co miał odpowiedzieć? Sasuke najwyraźniej nie pamiętał zdarzeń sprzed wypadku, tak jak i samej katastrofy. Nie pamiętał jak go pocałował, a może nawet nie pamiętał swoich uczuć do niego? A Naruto nie miał śmiałości zacząć tego tematu, bojąc się go znowu stracić, szczególnie, że przez te lata zrozumiał, że go kocha. Marzył, że gdy Sas się wybudzi to mu to powie, jednak zorientowawszy się, że ten nic nie pamięta, milczał. Czy właśnie tak czuł się Sasuke? To okropne! Kiedy na niego patrzył ledwo panował nad chęcią pocałowania go. To było jak najgorsze tortury. Denerwował się do tego stopnia, że drżały mu ręce, a głos wiązł w gardle. Dlatego jak miał odpowiedzieć na pytanie, czy i w jego życiu jest ktoś specjalny? 
W pierwszej chwili chciał walnąć, że i owszem. Taki wkurzający brunet, ale zrezygnował. Nie wiedział jak Sasuke na to zareaguje. Wolał poczekać na ruch z jego strony. Tylko, że nigdy nie należał do osób zbyt cierpliwych.
- To co, jedziemy do mnie? - spytał niepewnie Naruto zajmując miejsce za kierownicą. 
Itachi musiał wyjechać na kilka dni, a Naruto nie chciał tracić Sasuke z oczu. W sumie odkąd się wybudził nie mieli wiele czasu dla siebie. Ciągle albo badania, albo ćwiczenia, albo odwiedziny znajomych, albo Sas po prostu spał zmęczony tym wszystkim. Teraz miał okazję mieć go tylko dla siebie, z nadzieją, że może w końcu uda mu się z nim szczerze porozmawiać. 
- No, z chęcią zobaczę te twoje mieszkanko. Myślałem, że nadal będziesz mieszkać z rodzicami - zakpił. 
Tak naprawdę chciał powiedzieć to zupełnie inaczej. Nie chciał być opryskliwy czy gburowaty. Itachi mu powiedział, że przez te wszystkie lata Naruto praktycznie nie odstępował jego łóżka. Często wręcz siłą wyrzucany, przez personel szpitala, aby poszedł coś zjeść i odpocząć. Później, już wszyscy się do niego przyzwyczaili i dali sobie spokój, jednak Sasuke nie mógł zrozumieć dlaczego przyjaciel się tak poświęcał. Dlaczego nie żył tak jak inni? Nie znalazł sobie dziewczyny? Nie ożenił się? 
- Ale wiesz, nadal nie mogę uwierzyć, że odpuściłeś sobie Sakurę - Sasuke pokręcił głową.  - Pamiętam jak się za nią uganiałeś. 
- Naruto, Sasuke natychmiast przestańcie! - krzyczała kiedy kolejna wiśnia wylądowała w jej włosach. 
Zaprosiła przyjaciół na piknik, mając nadzieję na miło spędzony czas, jednak mocno się przeliczyła. Ci dwaj nigdy się nie nauczą!
Mieli już po siedemnaście lat jednak niewiele się zmieniło. Te dwa głąby ciągle się biją. 
- Ale Sakura, to on zaczął - jęczał Naruto wskazując na Sasuke - Po co go zaprosiłaś? Myślałem, że wybierzemy się tylko we dwoje. - spojrzał na nią błagalnie. 
Kiedy usłyszał o tym pikniku miał nadzieję, skoro inni nie mogli przyjść, na spędzenie trochę czasu sam na sam z Sakurką, ale w ostatniej chwili ten drań też przylazł. Bardzo lubił Sasuke i spędzali ze sobą wiele czasu, jednak ten jeden, jedyny raz mógł dać sobie spokój. Przecież on wiedział, że Sakura zaczęła mu się podobać. Sam mu o tym powiedział. Choć wcześniej tego nie zauważał, i traktował ją jak siostrę to ostatnio czuł przy niej dziwne dreszcze i teraz miał niepowtarzalną okazję, gdyż zazwyczaj nie odstępowała jej Ino, która tym razem musiała pomagać w rodzinnej kwiaciarni. 
- Weź się zamknij! - Sakura walnęła go w głowę - To miał być spokojny relaksujący piknik, a nie kolejna wasza walka. Już zapomnieliście co było, kiedy przez te wasze przepychanki potłukliście mi moje kryształy? - spytała patrząc na nich groźnie - Chcecie powtórki?!
Obaj popatrzyli po sobie i od razu się uspokoili. Do tej pory bolą ich głowy po jej pięści.
- Jak się z nią ożenię to się uspokoi - mruknął Naruto.
- Jak ty się z nią ożenisz to mi kaktus na ręce wyrośnie - Sasuke uśmiechnął się zadziornie.
- Już możesz sobie kupić konewkę. Sam zobaczysz, jeszcze będzie moja -Naruto  uśmiechnął się wpatrując w przyjaciółkę. 
- Ta, to było dawno - mruknął Naruto bardziej do siebie. 
Mieszkanie Naruto było niewielkie. Ot, zwykła czterdziestometrowa kawalerka, jednak była bardzo przytulna. Sasuke, który był święcie przekonany, że będzie urządzona w barwach pomarańczu i błękitu, miło się rozczarował widząc tylko stonowane kolory. Żadnych ekscesów. Owszem niebieski gdzie nie gdzie się pojawiał ale w miłym dla oka odcieniu atramentowym. 
W pokoju, który robił zarówno za salon jaki i sypialnię,  na ścianie porozwieszane były różne zdjęcia. Głównie z czasów przedszkola i liceum. Sasuke zawiesił na dłużej wzrok na fotografii z szóstych urodzin Naruto. Ich pierwszego wspólnego zdjęcia. Dotknął opuszkami palców szkła i uśmiechnął się ciepło, gdyż w jego pokoju, tuż przy łóżku stało to samo zdjęcie. Jakby na to nie patrzeć, był to dzień w którym wszystko się zmieniło. Jakby potoczyło się jego życie, jeśli by wówczas Naruto go nie zaprosił na swoje urodziny? Wtedy, pierwszy raz nazwał go przyjacielem, mimo że tak naprawdę nie zasługiwał na to miano. Przecież nawet z nim nie rozmawiał, więc dlaczego? Nigdy nie otrzymał odpowiedzi na to pytanie, choć nie raz próbował. 
A teraz chciał wyjaśnić ważniejszą sprawę, tylko czy mu się to uda? Szukał podpowiedzi właśnie w zawieszonych zdjęciach, jednak nigdzie nie widział tego czego szukał. Kiedy mu powiedzieli, że przespał cztery lata, był załamany.  Przecież to nie możliwe aby Naruto czekał na niego przez tak długi czas. Każdy z ich wspólnych znajomych ułożył już sobie życie, łącząc się w mniej lub bardziej zaskakujące pary. Nawet Itachi miał narzeczoną. Przemiłą dziewczynę o wdzięcznym imieniu Konan. W głębi duszy cieszył się ich szczęściem, jednak cały czas nie schodziła mu z głowy sprawa Naruto. Jego uczucia się nie zmieniły, chociaż przyjaciel wydawał się być taki inny. Kochał go tak samo jak wcześniej, a może nawet i bardziej. Nie chciał podejmować tego tematu dopóki po pierwsze nie wyjaśni się co z nim będzie, po drugie, nie wybada terenu jak przez ten czas Naruto ułożył swoje życie. Dlatego do tej pory udawał, że nic nie pamięta. Owszem, nie pamiętał wypadku, ale doskonale pamiętał ten krótki, przelotny pocałunek, jego zaskoczenie i obietnice, że porozmawiają jak wróci. Tylko wówczas nie wiedział, że powrót zajmie mu tyle czasu.
Nie rozmawiali za wiele, zajmując się oglądaniem jakiś głupkowatych filmów. A raczej tak każdemu z nich tak się wydawało. Co chwila zerkali na siebie nawet nie podejrzewając, że w umyśle każdego z nich toczy się dokładnie ta sama walka. Jak zacząć ten jakże ważny, a zarazem trudny  temat? Jak wykonać pierwszy krok, aby ten drugi się nie spłoszył? Czy może jednak dać sobie spokój i zostawić wszystko tak jak jest?
- Późno już - ciszę przerwał Naruto - Czas iść spać. Idź pierwszy pod prysznic, ja w tym czasie rozłożę łóżko. Na szafce masz czyste ręczniki. - jego głos był suchy, pozbawiony wszelkich emocji. 
Kiedy tylko Sasuke znikł za drzwiami łazienki, Naruto opadł ciężko i ukrył twarz w dłoniach.
- Nie, ja tego nie wytrzymam - wyszeptał załamany.  
Starał się być opanowany, choć jego serce szalało. Chciał, aby było jak dawniej, rozmawiać z nim, śmiać się, ale jak tylko próbował coś powiedzieć, głos odmawiał mu posłuszeństwa. To było straszne. Gorsze od wszelkich koszmarów, i filmów grozy razem wziętych. To było nawet gorsze od dnia kiedy Sasuke miał wypadek czy od stresu, przed każdym egzaminem. Gdyż tego nie mógł powtórzyć, tu w grę wchodziła reszta jego życia, jego szczęście. Szczęście przy boku Sasuke. Bo teraz już wiedział, że nikt nigdy nie będzie się dla niego liczył bardziej niż ten drań.
Nie mógł dłużej czekać. Wóz albo przewóz. Jeśli Sas rzeczywiście nic nie pamięta, to on mu to wszystko przypomni. 
Zacisnął ręce w pięści, uniósł głowę i wpatrywał się w drzwi do pokoju. Kiedy tylko go ujrzał, wstał i podszedł do niego. Złapał za koszulkę i pocałował. Mocno, zachłannie, brutalnie. Siłą wkradł się językiem do jego wnętrza, mocno przytrzymując tył głowy aby mu się nie wyrwał. W głowie mu szumiało, kiedy jego język trącał drugi zapraszając do tańca. Druga ręka oplotła  talię przyciągając go mocno do siebie.
Sasuke w pierwszej chwili nie wiedział co się dzieje.  Jego ciałem wstrząsnął potężny dreszcz a w podbrzuszu, jakby miał całe stado trzepoczących się motyli. Zarzucił ręce na szyję, wplatając palce w jasne kosmyki. Przyciągnął go jeszcze mocniej, jakby chciał stopić się z nim w jedność. 
Oderwali się od siebie, łapiąc zachłannie powietrze. 
- Czekałem tyle lat na powrót mojego miśka, i jeśli by trzeba było czekałbym i dłużej, ale...  
Naruto nie dokończył na powrót zanurzając się w jego ustach. Bez pamięci, bez wstydu, bez żadnych zahamowań. Nogi Sasuke odmówiły posłuszeństwa, i gdyby Naruto go tak mocno nie trzymał zapewne leżałby już na podłodze. To czym się tak martwił, to co tak przeżywał ostatnimi miesiącami stało się ulotnym wspomnieniem. Jakby było tylko jakiś nic nieznaczącym snem, niewartym zapamiętania. Dopiero teraz, czując jego ciało, jego smak, jego zapach tak blisko poczuł, że naprawdę wrócił. 
- Jestem w domu - Sasuke ledwo wyszeptał oszołomiony.
- Witaj w domu - Naruto oparł swoje czoło o jego - I już nigdy mnie nie opuszczaj - dodał po chwili.
- Nigdzie się nie wybieram, już nigdy... - uśmiechnął się.

KONIEC

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz